Mikstura Hak'leka
Nastał zimny jesienny wieczór. Główne drogi podróżne opustoszały. Ziemie Barsawii zostały przykryta ciemnym płaszczem nocy. Jedynymi bezpiecznymi miejscami dla smaganych trudnościami losu wędrowców i poszukiwaczy były przydrożne tawerny. Wszystkie one wyglądały podobnie, zawsze oferowały schronienie i ciepłą strawę. Często jednak w niektórych, miały miejsce bardzo interesujące wydarzenia. Moja historia zaczyna się właśnie w jednej z setek takich tawern rozsianych po całej Barsawii. Tawerna "przy drodze" była tego wieczoru dosłownie oblegana. Mnóstwo niesławnych bohaterów i zwykłych mieszkańców gościło jej skromne progi. W głównej sali brakowało stołów, a szynkarz bez chwili wytchnienia krzątał się po wielkiej kuchni. Zajmował się gośćmi, wrzeszczał z niezadowoleniem na kuchcików, wycierał plamy na ladzie, wrzeszczał na kuchcików, brał zamówienia, wrzeszczał na kuchcików no i oczywiście...poganiał ledwo przytomnych kuchcików. W sali było głośno i duszno. Gdzieś w rogu siedziała tajemnicza, samotna postać z zakrytą kapturem twarzą, przy wejściu grupa krasnoludów chwaliła się swymi osiągnięciami, kilku wietrzniaków przy ladzie łakomie patrzyło na torby czterech magów dyskutujących o czarach. Wszyscy byli zajęci swoimi sprawami i rozmowa. Nikt zapewne nie spodziewał się, że tego wieczoru ujrzy coś niesamowitego... W jednej chwili drzwi gwałtownie się otworzyły, wiatr wdarł się do wnętrza i poszarpał jęzory ognia w wielkim palenisku. W sali zrobiło się wyjątkowo cicho i każdy z niepokojem spoglądał w ciemny otwór wejściowych drzwi. Po kilku sekundach oczekiwania do środka tawerny wszedł chwiejnym krokiem potężny Troll. Był poraniony i ubabrany krwią. W jednej ręce trzymał topór a w drugiej...wietrzniaka. Zapewne towarzysz trolla był nieprzytomny. Przypominał bardziej strzępy czerwonego materiału niż żywął (lub nie) istotę. Wśród gości przeszedł szmer. Troll nie zwracając uwagi na wszystkich wpatrzonych w niego ludzi podszedł do najbliższego stołu i położył na nim przyjaciela. Teraz każdy mógł zobaczyć strasznie poranionego wietrzniaka. Istota była umazana na całym ciele krwią. Nie miała jednak żadnej potężnej rany czy rozcięcia. Brakowało jej tylko ręki. Kikut nie był w żaden sposób opatrzony. Ku przerażeniu i zaskoczeniu gapiów wietrzniak...był przytomny. Przynajmniej odnosiło się takie wrażenie. Cichym głosem wyjąkał coś Trollowi, poczym opadł głową na stół. Wojownik pokiwał lekko i schylił się do ekwipunku. Dopiero teraz wszyscy zauważyli wielki worek łupów, który przytargał na plecach potężny osobnik. Wietrzniakom obserwującym to "widowisko" nie przeszło nawet przez myśl by sobie coś zwędzić spod nosa takiej maszynie do zabijania... jak Troll. Po dłuższej chwili przeszukiwania plecaka udało się w końcu wojownikowi wygrzebać małą pozłacaną ampułkę wielkości ludzkiego palca. Ostrożnie odetkał buteleczkę i cieczą w niej zawartą polał nią ramię przyjaciela. To, co stało się w następnej chwili przeszło najśmielsze oczekiwania nawet zebranych tu magów. Wietrzniak wydał z siebie okropny wrzask. Oczy nabiegły mu krwią i wychyliwszy się zza stołu obficie zwymiotował na drewnianą posadzkę. W następnej sekundzie kikut zabłysł oślepiając wszystkich jasnym rażącym blaskiem. Kiedy już każdy odzyskał wzrok, ręka zaczął odbudowywać się jak na zwolnionym filmie. Po minucie cała obcięta kończyna wyglądała tak jakby nigdy nie opuściła ciała właściciela. Goście wpatrywali się jak zahipnotyzowani na dwóch stojących (teraz wietrzniak też stał) na środku tawerny bohaterów. Na twarzy wietrzniaka szerzył się wielki serdeczny uśmiech. Niskim donośnym głosem zawołał do nieprzytomnego karczmarza:- Pokój dla strudzonych podróżnych prosimy.-i rzucił na ladę pękaty worek złotych monet, co całkowicie ocknęło właściciela lokalu. Tego wieczoru wszyscy jeszcze długo nie mogli pojąć, co tak właściwie wydarzyło się przed paroma godzinami. Tajemniczy osobnik w czarnym kapturze, który siedział samotnie w kącie wydawał się mało zainteresowany tym zdarzeniem. Wszak nie takie widziałem rzeczy podczas pogromu...Czyż nie?
-Z dziennika Orthiona Czarnokolczego Wygnańca z Krwawej Puszczy
28 gahmil 1506 TH
Źródłem całego zamieszania była mikstura Hak'leka, niezwykle trudna do wykonania czy zdobycia magiczna ciecz. Powoduje ona odrośnięcie oderwanej kończyny np. ręki, nogi czy skrzydła jednak może mieć skutki uboczne. Zaliczają się do nich wymioty, laktacja, utrata przytomności, bóle głowy, ospałość, utrata węchu, słuchu lub wzroku na kilka godzin, łupież :D i łysienie.
Koszt: 3500
Trudność stworzenia: 25