Gryfie siodło

Obrona Magiczna: 16

Liczba Wątków: 2

Po wielu dniach ciężkiej podróży w końcu dotarłem do mego celu. Miasto Takadan, potężne, bogate, tętniące życiem. Centrum kultury i sztuki w tym regionie Barsawii. Już z daleka potężne, białe mury widoczne są z niżej położonych pól i gospodarstw. Zmęczony wkroczyłem do miasta przed wielką, białą bramę. Jak co dzień w mieście było tłoczno i głośno...Zaraz, chwileczkę,?! Gdzie się wszyscy podziali? Ulice opustoszały, domy pozamykane, rynek spowity pajęczyną ciszy. Tylko strażnicy w srebrnych kirysach przechadzają się po ulicach. Zaciekawiony podszedłem do najbliższego z nich, aby czegoś się dowiedzieć. Gadatliwy wojownik popatrzył na mnie jak na wariata. Po chwili wszystko się wyjaśniło. " To przecież właśnie dzisiaj! Wielki turniej jeźdźców tego regionu! Wszyscy mieszkańcy są w "Dolinie Włóczni". Lepiej się pospiesz, może zdążysz jeszcze na finał. Ja zawsze mam pecha...akurat w taki dzień jestem na warcie...cholera...a w ogóle to ściągnij ten kaptur, nie lubimy tu tajemniczych typów." Szybko odszedłem we wskazanym przez wartownika kierunku. Nie chciałem kontynuować tej rozmowy, dążyła w nienajlepszą stronę... Gdy doszedłem do pobliskiej doliny, za miastem doszły do mnie krzyki tłumów i jakiś donośny głos trubadura. Zrobiłem jeszcze parę kroków i znalazłem się na wzniesieniu. Przede mną rozpościerał się wielki kanion, na stokach drewniane trybuny były przepełnione. Areną walk był cały teren kanionu. "Proszę państwa, w końcu przebrnęliśmy przez cały turniej. Pozostała nam ostatnia i najlepsza walka finałowa, w której...." Resztę słów trubadura krzyczącego przez tubę zagłuszył wrzask podnieconej publiczności. Po chwili wszystko ucichło i na środek areny wjechał pierwszy z wojowników-jeźdźców. Wielki, dziki ork, uzbrojony w topór dosiadał okutego w czarną stal grzmotorożca. Zwierzę niespokojnie prychało i pomrukiwało. Gdzie jest jego przeciwnik? Czyżby uciekł? Popatrzyłem na publiczność, wszyscy zawzięcie i z zapartym tchem wpatrywali się w chmury. Podniosłem lekko głowę. To, co zobaczyłem prawie, powtarzam prawie mnie zaskoczyło. Między chmurami w blasku słońca unosił się piękny srebrno-złoty gryf. Jeździec zwierzęcia o wiele różnił się od orka poniżej. Okuty był w srebrną zbroję a przy boku mocno trzymał dużą kopię. Żaden z przeciwników się nie poruszał. Sekundy wlekły się powoli, publiczność zaczęła szemrać. W końcu po kilku minutach gryf z wieka prędkością zaczął spadać niczym strzała na czarnego jeźdźca. Był coraz bliżej i gdy wydawało się, że zaraz rozbije się o orka. Gryf poderwał się nagle lekko pocierając szponami przeciwnika. Czyż by był to tylko pokaz umiejętności latania? Przecież gryf nawet nie zaatakował przeciwnika. Jakże się myliłem...otarcie okazało się głęboką raną na boku grzmotorożca. Ciemna krew spłynęła po umięśnionych nogach zwierzęcia. Następny atak był podobny. Drugi i trzeci, wszystkie takie same. Złoty jeździec zdawał się być jednością ze swym latającym kompanem. Jego lot przypominał taniec. Ork był bezsilny. Jak do ton taranował swoich przeciwników. Teraz jednak wróg był w powietrzu. Gdy już zdawało się, że walka jest rozstrzygnięta, właściciel gryfa popełnił wielki błąd. Zaatakował swa kopią. Rozpędzony, z impetem trafił broną na czarny pancerz bestii. Z wielką siłą kopia popękała, a jeździec ze swym powietrznym zwierzęciem uderzając z ogromną siła o ziemię poturlał się kilkaset metrów. Teraz role się odwróciły. Złoty wojownik poturbowany ledwo trzymał się na nogach. Gryf miał uszkodzone lewe skrzydło. Jeździec z bestią nie czekając długo, z okrzykiem radości lub gniewu (trudno było odróżnić) natarł na oszołomionego przeciwnika. Rozpędzony galopował z wyciągniętym toporem. Kiedy był już bardzo blisko wszyscy oglądający walkę wstrzymali oddech. Kilka chwil potem walka się zakończyła...Niewiadomo skąd gryfie jeździec dobył miecza. Szybkim, zwinnym skokiem znalazł się na grzmotorożcu i po kilku pociągnięciach klingi stał nad martwym przeciwnikiem. Kiedy do tłumu dotarło, ze walka już jest skończona całą dolinę wypełnił krzyk szczęścia. Wszyscy wpatrywali się na gryfa i jego pana. Jednak moja uwagę nie przyciągali zwycięscy. Z zainteresowaniem przyglądałem się siodłu. Ozdobione, pięknie wyprofilowane, a co najciekawsze emanujące magiczną energią leżało na grzbiecie zwierzęcia.

-Z dziennika Orthiona Czarnokolczego Wygnańca z Krwawej Puszczy

3 sollus 1506 TH

Siodło to było jednym z Gryfich siodeł, stworzonych przed pogromem magicznych przedmiotów. Wykonał je Krasnoludzki Kawalerzysta i Zbrojmistrz Jagher Skrzydłoręki, który dowodził grupą zwaną Srebrnymi Skrzydłami. Byli to dosiadający Gryfów jeźdźcy osiedleni w Dolinie Włóczni. Walczyli oni z Theranami podczas wojen orichalkowych i to z dużą skutecznością. Grupa została rozbita podczas niespodziewanego ataku Theran, ale jej świadectwem nadal są Gryfie siodła podobno nadal znajdujące się w Barsawii

Poziom 1 Koszt: 200

Tajnik: Postać musi poznać imię siodła

Czyn: Postać musi założyć siodło na przyjaznego gryfa

Efekt: Siodło zwiększa inicjatywę oraz obrony gryfa o 1

Poziom 2 Koszt: 300

Czyn: Postać musi wyczyścić siodło

Efekt: Przy próbie wyczyszczenia postać znajduje w siodle małą skrytkę, nie da się jej otworzyć tradycyjnymi metodami. Aby tego dokonać należy wymówić imię siodła. W skrytce mieści się ok. 5kg ekwipunku którego rozmiar nie przekracza 30cm sześciennych oraz jedna sztuka broni o rozmiarze 3 lub mniejszym

Poziom 3 Koszt: 500

Czyn: Postać musi uratować życie gryfa (albo na odwrót). Czyn jest wart 500PL

Efekt: Siodło zwiększa inicjatywę oraz obrony gryfa o 2. Postać zwiększ talenty wspólna krew i rozkaz empatyczny o 2 stopnie. Jeśli nie posiada tych talentów otrzymuje je na poziomie 2